No
to zaczynamy cykl zorganizuj swoje wydatki. Są to głównie wydatki na
żywność, chemię itp. do zaspokojenia podstawowych potrzeb
fizjologicznych. Czasem pojawi się też wyjście na miasto, co często się
nie zdarza, ale gdzieś tam ze 2 razy w miesiącu może wystąpić. Jesteśmy
zdania, że lepiej, taniej i zdrowiej wyjdzie na przygotowanie kebaba czy
zapiekanki w domu. Wiemy co jemy, bo często zastanawiam się jedząc
zapiekankę czy te składniki są świeże.
Może zacznę od początku. Po co?
No właśnie zauważyliśmy pewną tendencję podczas codziennych zakupów.
Pewnie, niektórzy z Was też tak mają. Wychodziłam głodna na zakupy.
Ciągle coś z serii "a może się przyda" lądowało w koszyku. Na koniec
okazuje się, że wyszłam po 2 rzeczy wróciłam z 10. To był mój wielki błąd. Teraz już tak nie mam. Robiąc raz w tygodniu mogę to lepiej zorganizować. Biorę wszędzie rachunki,
jak kupuję na targu nosze jakąś karteczkę i zapisuje wszystko co, gdzie
i za ile. Sklepowe pewnie myślą, że jakaś nienormalna. I mają rację.
Czasem się zdarza, że muszą szukać w koszu rachunek, bo odruchowo
wyrzucają. Ze mną nie ma tak lekko. To jak już wiemy po co? To możemy
przejść dalej. Przerabiałam już zliczanie wszystkiego w programie do
tego przeznaczonym. Jednak nie do końca się sprawdził. Wiadomo darmowe
wersję mają ograniczenia. Szukałam, szukałam, aż w końcu doszłam do
wniosku, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. I tak zostałam i trwam
nadal przy arkuszu kalkulacyjnym.
Proponuję zrobić listę obiadów.
Minimum 20, które wszyscy domownicy lubią, żeby nie bawić się w 2 różne
dania. U nas jest jedno danie i to wystarcza. Np: zupa pomidorowa,
ogórkowa, groszkowa, grochowa, fasolowa, buraczkowa, meksykańska,
krupnik, rosół, wszelkie kaszy i ryże z warzywami, szpinak ukochany
przez naszego syna (naleśniki i makarony), mielone, schabowe, kotlety z
kaszy jaglanej, leczo, czasem sałatka tradycyjna zamiast obiadu, warzywa
na patelnie (to tak jak się nic nie chce, ale na szybko coś trzeba
przygotować).
NIEDZIELA: siadam i rozpisuję na kartce obiady. Robię taki kwadrat w rogu kartki i wypisuję dni tygodnia wraz z obiadami na każdy dzień.
Wiadomo można potem dowolnie modyfikować dni i obiady. Zawsze staram
się, żeby mieć jeden obiad taki nasz ulubiony na zapas. To jak ustalone
obiady można przejść do spisywania listy zakupów.
Najpierw zaczynam od wszystkiego tylko nie jedzenia. Chodzę po
mieszkaniu i spisuję co się skończy w tym tygodniu rozliczeniowym. Jak
już to gotowe to zabieram się za żywność. Najpierw składniki na obiady.
Gotowe to teraz cześć najtrudniejsza. Jedzenia na pozostałe posiłki w
ciągu dnia. Mamy standardowe takie jak ser, szynka, płatki, kasza
jaglana z dodatkami, parówki, dżemy, pasztety, owoce. To takie główne.
To jak gotowa lista to teraz trzeba oszacować ile co kosztuje, bo
przecież nie przekraczamy limitu. Ja zapisuje przy
każdym produkcie cenę jednostkową ołówkiem. Czasem tak na oko. Zliczam
na moim genialnym kalkulatorze. Zazwyczaj udaje mi się zmieścić w naszym
limicie. A co jeśli nie. No to teraz przechodzimy do planu B, który ma 2
wersje. Zamieniamy produkty na tańsze zamienniki, co rzadko się
sprawdza, bo u nas w jedzeniu chodzi o jakość nie ilość. Więc wtedy
szukamy po sklepach gdzie taniej. Albo zmieniamy obiady na tańsze
wersje. I to częściej u nas sprawdza.
PONIEDZIAŁEK:
siadam rano do komputera i sprawdzam gazetki. Spisuje gdzie i co mogę
kupić taniej i idę z Maksiem na zakupy. Rozpisuje produkty na sklepu.
Jedno dziecko i ja jedna dorosła. Na szczęście mam Nordika, bo bym tego
nie doniosła. Zakupy zajmują cały blat w kuchni i czasem jeszcze stół.
Mamy zakupy zaliczone, to możemy przejść do rozliczania rachunków.
I na tym skończymy. Bo o rozliczaniu
chcę bardzo szczegółowo przygotować wpis jak to robimy. Planowany
powinien się pojawić do niedzieli. Można oczywiście zliczyć na kartce,
ale po co się męczyć, jak coś może to zrobić za mnie. I do tego mam
podgląd co, ile, czego spożywamy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz