Mama
to tylko człowiek. Nie jesteśmy nadzwyczajnym gatunkiem, choć niektórzy
pewnie tak uważają (Na pewno zalicza się do nich mój mąż). Mamy na
pewno więcej obowiązków szczególnie, gdy karmi się piersią na żądanie
tak jak ja. Nieprzespane noce, zmęczenie po całodziennym i czasem
całonocnym bieganiu za synem.
Szczególnie
tak jak w moim przypadku, gdy mój kochany skarb ma niespożyte pokłady
energii. Wszędzie jest go pełno, wszędzie wejdzie, wszystko chce naraz,
wszystko musi dotknąć- po prosty taki z niego ciekawy mały człowiek. Mój
zawód nauczył mnie cierpliwości, wytrwałości i wszystko w swoim czasie,
najlepiej małymi krokami. Jestem niespokojną duszą w tym pozytywnym
znaczeniu. Mam ogromne pokłady energii wiadomo po kimś synuś to musi
mieć. Jednak czasem przychodzi taki dzień, czasem krótka chwila, że nic
się nie chce, wszystko mnie złości, zmęczenie bierze górę, frustracja
ogarnia mnie na tyle, że "mam wszystkiego dość". Nigdy nie odbija się to
na moim synku, czasem tylko mąż pozna moje gorsze oblicze. Jeżeli czuję
zwłaszcza wieczorem po całym dniu nieudanych prób ogarnięcia
zaplanowanych spraw, że zaraz mnie rozniesie siadam w kuchni przy stole,
zapalam świeczkę robię sobie ukochaną kawę oczywiście anatola i
rozkoszuję się chwilą, że ten dzień się właśnie kończy. To mnie
uspokaja, pozwala na chwilę oderwać się od tego co było powodem mojej
frustracji. Każdy ma prawo mieć zły dzień. Może coś nam się nie udać,
pójść w innym kierunku niż sobie zaplanowaliśmy. Tylko od nas zależy jak
to się zakończy. Czy to się odbije na kimś, czy sami pomożemy sobie
rozładować to napięcie, albo czy przyjmiemy pomoc od innych. Tylko to
ostatnie przychodzi z największym trudem.
Jak wy radzicie sobie gdy dopada was zły dzień?????

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz