Co prawda przy dzieciach też mogę wypić ciepłą kawę (nie mówię o gorącej :-)), ale te 15 minut o poranku jest tylko moje.
A to jest ważne szczególnie, gdy jest się z dwójką dzieci 24 na dobę, 7 dni w tygodniu.
Jeszcze ostatnio wkręciłam się w czytanie książek z serii "Domek na prerii".
To te 15 minut doceniam jeszcze bardziej.
Nie mówię o 15 minutach, żeby ogarnąć w spokoju mieszkanie, śniadanie czy inne czynności.
To ma być 15 minut z samym sobą
Bo z Magda i Maksiem zebrać myśli to graniczy z cudem.
Jak śpią to jest tysiące obowiązków i czasu na czytanie brak.
Wieczorem usypiam podczas usypiania Magdy.
Mam jeszcze jeden patent na 15 minut dla siebie.
Co prawda to już nie to samo.
Ale, gdy Magda śpi, obieram Maksiowi owoce tworzy swoją sałatkę owocową.
Ostatnio wymyśla przeróżne torty.
A to ostatnie dzieło z tymi ciasteczkami.
Wszystko samodzielnie pokrojone i tak pięknie udekorowane.
Specjalnie dla mamy, żeby było mi przyjemnie mówi mój syn.
A gdy mamy ochotę wspólnie pochrupać coś niesłodkiego, to zajadamy ptysie groszkowe.
Kto już je próbował?
Dla mnie najlepsze są same.
Siadamy na balkonie na kocu i mamy piknik.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz