Gdy tylko dowiedziałam się, że Anna Marszałek wydała książkę od razu wiedziałam, że musze ją przeczytać.
Od lat śledzę codzienne zmagania Pani Anny na Instagramie i zachwycam się jej edukacją domową oraz czytałam artykuły w Magazynie Kreda.
Chyba nie ma w Polsce drugiej takiej książki jak O Helence, która nie chodziła do szkoły przedstawiającej codzienne zmagania dzieci w edukacji domowej ich oczami.
Ale wracając do książki od razu się w niej zakochałam, nawet mój syn 11 latek słuchał z zachwytem o starszych bohaterach. A muszę przyznać, że w obecnej chwili niewiele książek go zachwyca. Więc tu ogromny + dla tej książki. Choć książka do cienkich nie należy dosłownie pochłonęliśmy ją całą wczorajszego popołudnia. No i oczywiście nie mogę pominąć przecudownych obrazków, które idealnie dopasowane są do przeczytanego tekstu.
A największą zachętą do przeczytania tej książki i mam nadzieje, że w przyszłości kolejnych są słowa mojego syna, który powiedział:
"Z chęcią przeczytam kolejne części tej książki."
Natomiast Magda z chęcią pokolorowałaby te obrazki w książce, gdyby oprócz gotowych obrazków do kupienia były również dostępne kolorowanki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz