Ponad
18 miesięcy temu przyszedł na świat nasz synek. W najbliższym mieście
oprócz tego, w którym rodziłam są jeszcze 2 szpitale. Dlaczego Malarkiewicz?
Zależało mi na komforcie,jak największej swobodzie oraz opiece.
Pozostałe szpitale odpadały gdyż nie mogły mi tego zapewnić oprócz
opieki. To był mój pierwszy poród chciałam mieć salę pojedynczą w
ostatecznie 2 osobową. Ne wyobrażałam sobie leżeć na sali gdzie jest
jeszcze 5 innych osób plus dzieci i jeszcze ich rodziny. To chwila, w
której chcemy być z najbliższymi, potrzebujemy
spokoju,
ciszy a sale 4 i więcej osobowe nie sprzyjają temu a zwłaszcza gdzie
łazienka jest na kilka sal. Szpital,który wybraliśmy jest szpitalem
prywatnym, ale jest możliwość rodzić na NFZ. Standard jest oczywiście
wyższy niż w pozostałych szpitalach. Budynek i sprzęt nowy. Opieka na
zupełnie innym poziomie niż w państwowych. Będąc w ciąży odwiedzałam
znajome i i siostrę w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie.
Widząc warunki lokalowe oraz opiekę nad rodzącymi i maleństwami
przeraziłam się faktem, że okazało miałam cukrzycę ciążową. Gdyż w
Malarkiewiczu mogą rodzić tylko kobiety z prawidłową ciążą. Po
konsultacji ze swoim ginekologiem ustaliłyśmy, że jeżeli uda mi się być
na diecie to nie będzie problemu z porodem w tym szpitalu. Udało się
przetrwać bez insuliny choć był to bardzo trudna walka. W bardzo gorący
lipcowy dzień po godzinie 9:20 przybyliśmy ze skurczami do szpitala. Mąż
został w rejestracji żeby wypełnić dokumenty, natomiast mnie zabrali do
pomieszczenia, w którym podłączono mi Ktg, przeprowadzono badanie
ginekologiczne oraz założono wenflon. Gdzie okazało się, że mam 5 cm
rozwarcia więc czym prędzej zabrali mnie na pierwsze piętro do sali
porodowej. Szok piękna wszystko nowiutkie, dużo miejsca piękny widok za
oknem las. Lekarz będący na dyżurze przeprowadził, że mną wywiad co do
ciąży i chorób przebytych podczas niej. Potem bardzo mocne skurcze,
nieodzowna pomoc położnej, bez której nie poradziła bym sobie. Dodawała
mi otuchy gdy już miałam dość i o 11,15 urodził się nasz synek. Potem
mały konflikt ze względu na to, że nie chcieliśmy szczepić dziecka w
pierwszej dobie i że mój mąż chciał zostać ze mną na noc. Najgorsze było
czekanie jak się zwolni miejsce na sali gdyż jak wiadomo lipiec był
miesiącem bardzo urodzajnym. Mąż dostał synka na kangurowanie gdy ja
rodziłam łożysko. Na początku trafiliśmy na sale 2 osobową. Była duża w
porównaniu do tej w której leżała moja siostra wraz z 3 innymi mamami w
innym szpitalu. Łóżko bardzo wygodne. Po pierwszej dobie okazało się, że
Maksik zaraził się ode mnie paciorkowcami i musiał dostać antybiotyki
dożylnie. Po czym zostaliśmy przeniesieni do sali jedno osobowej.
Internet, telewizja darmowa, własna łazienka, super widok,w sali
jednakowa temperatura pomimo że nie było klimatyzacji w sali było
przyjemnie. Opieka na wysokim poziomie. W każdej chwili mogłam poprosić o
pomoc czy to w mojej sprawie, czy doradcę laktacyjnego czy w sprawie
mojego synka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz