Wiele miesięcy zajęło Marcinowi, przygotowanie teoretyczne do tego przedsięwzięcia. Ja się gubiłam w gąszczu informacji.
Zależało Nam, aby pierwszy raz był udany.
Zobaczcie, co z tego wynikło.
Pierwsza grządka, tak to o nią chodziło (zbereźniki).
To wyzwanie dla takich amatorów jak my, którzy oprócz pomidorów na
balkonie w doniczkach i sałaty, koperku, natki pietruszki i szczypioru
na parapecie w domu nie mieli kontaktu z pracami ziemnymi. Nie liczą
kopania 20 centymetrową łopatką syna w piaskownicy. Ale to chyba się nie
liczy :-).
A więc szczegóły:
grządka ma wymiar 120 cm szerokości oraz 5 metrów długości. Przekopana
rzędami do głębokości około 50 cm. Pierwszy rząd ziemi odrzucamy na
kupkę na bok. Lecimy z drugim rzędem przekładamy ziemię warstwami do
dołu w pierwszym rzędzie. Na dno idzie górna warstwa wraz z trawą
położona do góry nogami na głębokość szpadla i widłami porozbijać bryłę.
Kolejne 2 warstwy ziemi kładziemy do dołu na trawę. W ten sposób w
drugim rzędzie powstaje dziura, którą uzupełniamy ziemią z trzeciego
rzędu. Tak jak powyżej opisane i tak do końca. Ostatni rząd uzupełniamy
ziemią wybraną z pierwszego rzędu. U nas nie obyło się bez problemów.
Zabrakło ziemi i musieliśmy wykopać kolejny dół w dalszej części
warzywnej. Grządka przekopana. Na górze mamy miękką, niezbitą ziemię
idealną pod uprawę warzyw. Teraz planujemy obrzeża każdej grządki czymś
obłożyć, żeby zielicho nie przerastało. Myślimy nad drewnianymi
nadstawkami na palety albo krawężnikami betonowymi. Jeszcze dokładnie
nie wiemy. Posiane w rządkach marchew, rzodkiewka, por, cebula na
szczypior i pietruszka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz