Zaczyna się od kataru, zawsze przy nim jest kaszel, a jak kaszel to i czasem wymioty.
Maksik ma prawie 3 lata. Nie przyjmuje antybiotyków. Chodź każda wizyta u lekarza, kończy się przepisanym antybiotykiem. Pediatra twierdzi, że tak na wszelki wypadek, bo może się coś zaczyna dziać.
Też macie takich lekarzy?
My przestaliśmy do nich chodzić. Tylko po skierowanie jedynie.
Jak widzę, że coś go rozkłada.
A widać to zawsze. Tylko trzeba dobrze obserwować dziecko. Tak, tak
wiem zmęczenie, cały dzień w pracy, setki obowiązków. I jeszcze
dostrzegać czasem małe oznaki nadchodzącej choroby. Pewnie sobie teraz
pomyślicie co ona plecie. Np. u Maksika zaczyna się zawsze wieczorem
szkliste oczy, pomimo, że nie ma gorączki. W nocy się kręci. Tak wiem,
że dzieci się kręcą w nocy, ale przed chorobą wygląda to trochę inaczej.
No i już wtedy zaczynam działać. Nie czekać czy się coś rozwinie czy
nie.
W pierwszej kolejności podaje
dużo płynów u Nas to woda z odrobiną soku domowej roboty oczywiście z
witaminą C. Maksisk od skończenia roku i pierwszej poważniejszej choroby
przyjmuję kwas l-askorbinowy w proszku. Jest bardzo kwaśny, ale to
czysta witamina C bez dodatków chemicznych tak jak popularne zaczynające
się na R... Ja dodaje odrobinę soku dla złagodzenia smaku. Można ją
podawać do wszystkiego (oczywiście nie do gorącego, ale to oczywiste
chyba) herbaty, napoju, soku, potraw, deserów. Najlepiej smakuje z
koktajlami.
Ile
no właśnie tu Wam nie powiem ile. Robię to na wyczucie. Mam taka
malutką plastikową łyżkę po lodach. W niej mieści się jeden gram
proszku. Powinno się podawać co godzinę o jeden gram więcej niż
poprzednio, aż do wystąpienia luźnego stolca. Potem stopniowo zmniejszać
dawkę i zostajemy przy dawce gdy stolce wrócą do normy. Ja jednak u
syna dodaje do butelki takiej 200 ml półtorej grama, dodaje łyżeczkę
soku domowej roboty (najlepiej malina, czarny bez). Wypija przez dzień 3
takie butelki, czyli około 5 gram. czasem mniej czasem więcej. Czasem
przekupuje, żeby pił bo wiadomo, że jak choroba to dziecko nie chce
jeść, ani pić. Pije tak, aż przejdzie.
Zawsze dostaje olej lniany lub kokosowy
(nierafinowany). Łyżeczka rano i wieczorem. Nawilża gardło, które
podczas kaszlu jest podrażnione, pomaga zwalczać infekcję. Ma działanie
antybakteryjne.
Jeden posiłek w ciągu dnia to kasza jaglana. Z tym nie ma problemu, bo syn ją uwielbia z bananem, rodzynkami i orzechami.
No i najważniejsze co powinno być jako pierwsze. Wychodzimy z dzieckiem na dwór,
niezależnie od pagody. Nie mówię tu, gdy dziecko ma dużą gorączkę. U
dziecka gorączka zaczyna się powyżej 38, a nie od 37. W tym czasie
wietrzymy mieszkanie.
Koniec!
U nas to do tej pory wystarczyło, żeby uniknąć antybiotyków. Rówieśnicy syna, są już przynajmniej po kilku antybiotykach.
Ps.
mój syn ma ciągły kontakt z dziećmi z przedszkola, żłobka, szkoły.
Pracuję jako niania w domu z synem i zajmuję się również dziećmi
chorymi, które nie chodzą do przedszkola. Moje sposoby nie pomogą waszym
dzieciom nie chorować zupełnie. Pomogą opanować chorobę na tyle, że
łagodniej ją przejdzie i może uda się wam uniknąć antybiotyku.
HISTORYJKA
od której zaczęło się moja nieufność do antybiotyków (lekarzy). Syn po
skończeniu roku, miał przez 2 tygodnie kaszel. Straszny taki
szczekający. Poszliśmy najpierw na pogotowie. Lekarz dyżurny obsłuchał,
obejrzał nie przeprowadził wywiadu. Bo by się dowiedział, że najpierw
chorowaliśmy my z mężem. takie same objawy. Zero gorączki, normalnie
jadł, bawił się, miał tylko katar i kaszel. Oczywiście dał antybiotyk.
Po moim zapytaniu to co synowi jest. Dowiedziałam się, że coś się
zaczyna dziać i lepiej antybiotyk podać na wszelki wypadek. Wtedy
wykupiłam go, ale nie podałam. Następnego dnia poszłam do naszej
pediatry. Zbadała były zmiany na oskrzelach i podobno na płucach. Kazała
natychmiast antybiotyk podać. Pytałam się czy ma czerwone gardło, czy
to bakteria. Nie dostaliśmy odpowiedzi. Tylko, ze antybiotyk mu nie
zaszkodzi. Ale my jak to my. Nie bylibyśmy sobą. Pojechaliśmy na dyżur
do szpitala dziecięcego. No i co po dokładnym wywiadzie, który wcześniej
nie przeprowadził żaden lekarz. Powiedział, żebyśmy nie dawali w żadnym
wypadku antybiotyku bo to wirusówka. Tylko byśmy mu zaszkodzili. Dla
pewności kazał zrobić badanie krwi morfologia i crp. No i wyszło jak
byk, że wirusówka. Podalibyśmy antybiotyk i zniszczylibyśmy synowi florę
bakteryjna na kolejne kilka miesięcy, którą nie jest łatwo odbudować.
Zaczyna się od jednego antybiotyku i potem lawina się nie kończy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz