250 dni przechodziły ze mną w ciągu ostatniego roku, odkąd otrzymałam je do testowania.
W deszczu, błocie, śniegu, piasku.
Setki, jak i nie tysiące kilometrów przemierzyły ze mną.
Były mi bliższe, niż ktokolwiek inny.
Widziały wiele i pomagały mi tworzyć moja historię.
Będę szczera, aż do bólu w swym wyznaniu.
Nigdy, ale to nigdy nie miałam tak wygodnych butów.
A wiele już różnych schodziłam tych tańszych i tych droższych również.
Stopę szeroką w palcach mam, więc dobrać obuwie graniczyło z cudem.
Idealne do dłuższych wycieczek pieszych jak i rowerowych.
Wytrzymały kopanie dołów, dźwiganie słupków przy stawianiu ogrodzenia.
Towarzyszyły mi podczas budowy domku marzeń.
Widziały jak sadzę pierwszą w życiu sałatę i były wtedy gdy zbierałam pierwsze plony.
Pomagały mi dorównać kroku, gdy mój syn zaczynał jeździć na rowerku biegowym.
W zimę śmigały po śniegu przy ujemnej temperaturze.
Prane w pralce 8 razy.
I chodź dziś, już nie mają tego pięknego czerwonego koloru, podarte i zniszczone wizualnie.
To są to moje jedyne najlepsze na świecie buty!
Co prawda już nie na wyjście na miasto, ale dalej będą częścią mojego życia.
Boję się wyprać 9 raz bo mogą tego nie przeżyć. A co ja bez nich zrobię.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz