Tak karmiłam mojego syna Maksymiliana 2 i pół roku i ani jednego zapalenia piersi.
Ciągle słyszałam;
A
ty jeszcze go karmisz? Kiedy przestaniesz, przecież tam nic, już nie
masz?Jestem nadopiekuńcza, dziwna i też zdarzyło mi się kiedyś usłyszeć,
że takie mamy powinny się leczyć.
Ja wiedziałam od samego początku, że będę karmiła piersią i nie brałam pod uwagę, innej opcji. Nie było łatwo, miałam obawy i duży problem, który wcale nie ułatwiał sprawy. Na pewno pomyślicie, że to dziwne, ale całe życie miałam instynkt. Nie wiem jak go nazwać. Dziś tak sobie myślę, że może to instynkt macierzyński. Całe życie uwielbiałam opiekować się dzieci.
Fascynowała mnie, ta ich czystość umysłu, szczerość, niewinność,
radość. Pamiętam, jak byłam gówniarą, w podstawówce zajmowałam się
dziećmi, najpierw w rodzinie, potem u znanych i mniej znanych mi ludzi.
Zajmując się dziećmi, nigdy nie traktowałam tego, jako pracy. Byłam dla swoich podopiecznych jak ciocia,
bliska osoba nie jak niania. Nie czytając książek, poradników, po
prostu miałam ten instynkt, który mówił mi gdzieś w głowie czy robię
dobrze, czy źle. Można powiedzieć, że wsłuchiwałam się w potrzeby dziecka.
Wracając do naszej drogi mlecznej. Na tydzień przed porodem, miałam sen, że karmię syna piersią. Poczułam spokój, chyba znów zadziałał ten mój instynkt. Poród szybki, 2 tygodnie przed terminem. W szpitalu spędziliśmy 7 dni, uważam, że każda kobieta w szpitalu powinna zostać minimum 5 dni.
A to dlaczego pomyślicie?
Dlatego,
że wychodząc z domu w 2 dobie po porodzie wracacie do domu z
noworodkiem, zmęczeni, niewyspani i od razu zaczyna się u Was nawał
pokarmowy.
Ja miałam to szczęście, że przeszłam go i przetrwałam, dzięki pomocy laktacyjnej z oddziału.
Choć była jedna "miła" Pani, która powiedziała, żebym się zaopatrzyła w
mm bo i tak nie dam rady w mojej sytuacji. Przez 2 tygodnie masowałam podniebienie syna, żeby prawidłowo przyssał się do piersi i to pomogło. Nauczył się odpowiednio przyssać się do piersi. Bolało, płakałam, przeklinałam w myślach, lała się krew, pot i łzy. Takie były początki. Mąż nigdy nie zwątpił we mnie, wspierał na początku. Ja nigdy nie pomyślałam, żeby skończyć z tym. Udało się po 2 tygodniach znaleźliśmy swoją pozycję,
która towarzyszy nam do dnia dzisiejszego. Próbowaliśmy wszystkich
możliwych i tych niemożliwych też. Miałam dużo pokarmu, a to dzięki
radzie znajomej farmaceutki.
Na pytanie co pić, żeby mieć dużo mleka?
Odpowiedziała: Nie wydawaj kasy na te pseudo herbatki. Kup Anatol.
Za jej radą zakupiłam największe opakowanie i duży kubek, ma około 600 ml. Piłam dużo wody ponad 2 litry, plus 3 kawy
zbożowe Anatol, w moim byczym kubku. Dlaczego tak podkreślam Anatola
(to nie reklama). Próbowałam Inki, ale nie było żadnego efektu. Po 2
tygodniach miałam tyle pokarmu, że karmiłam syna po 10 razy na dobę, dokarmiałam dziecko w rodzinie i mroziłam jeszcze 2 woreczki 100 ml. To nie żart. To FAKT. Nie wiem czy to naprawdę działało czy to placebo, bo poleciła znajoma farmaceutka. Przetrwaliśmy kolki i dietę,
a raczej jedzenie przez 2 tygodnie filetu kurczaka gotowanego z ryżem i
niewielką ilością soli. Uwielbiałam ten czas karmienia. Spokój, relaks, ten błogi wyraz twarzy mojego synusia. I choć nie trwało to zbyt długo bo syn jadł 7-15 minut maksymalnie.
Przyjemne było czekanie na to ciągnięcie wychodzące z pod pachy.
Wiedziałam, że postępuje dobrze. I tak się karmiliśmy 3 miesiące.
Po tym czasie musiałam wyrwać ząb mądrości i syn po raz pierwszy dostał butelkę,
oczywiście z moim mlekiem. Czułam niepokój czytając, że dziecko nie
chce ssać piersi, gdy przystawi się je do butelki. Ale znów poczułam ten
spokój instynkt dał o sobie znać i wiedziałam, że będzie dobrze. I tak do roku nie opuściliśmy, ani jednego dnia bez cyca.
Syn nie dostawał innych pokarmów do pierwszego roku życia. Tylko na cycku. Po roku zaczęliśmy wprowadzać stałe posiłki metodą BLW
i stopniowo zmniejszała się ilość karmień. Oczywiście ile się
nasłuchaliśmy, że za mały na kawał marchewki, że wydziwiamy itp. Po roku
skończył się macierzyński, zaczęłam opiekować się dzieckiem. Nadal nie przespałam,
ani jednej nocy całej było minimum 5 pobudek, a bywało po 10. Ale nadal
miałam dużo pokarmu i potrzebowaliśmy oboje tej bliskości. Uwielbiałam jak uspokajał się, lub zasypiał w sekundę przy piersi.
Mogłam wyjść z domu bez jedzenia i wiedziałam, że moje dziecko głodne
nie będzie. Płacz nam nie straszny. Mój pokarm starczał mu wtedy na 2-3
godziny. I tak dobrnęliśmy do 24 miesięcy.
Od roku słyszałam, po co ty go jeszcze karmisz?
Odpowiadałam
wtedy: WHO czyli światowa organizacja zdrowia zaleca karmienie do 2
roku życia. Jak zaleca to trzeba się stosować :-)
Po 2 latach nacisk z każdej strony był silny i dotykał tez syna. Taki duży chłopiec a cyca ciągnie, wstyd. Tak sobie dziś myślę, że w dniu 2 urodzin, jakoś ten mój syn wydoroślał. Bo od tego dnia chciał cyca tylko do spania w dzień i nadal kilka razy w nocy. Z każdym miesiącem, zmniejszała się ilość karmień w nocy. Co prawda powoli, bo po jednej, ale to był znak.
Po 2 latach i dokładnie 6 miesiącach, co do dnia MÓJ SYN PO RAZ PIERWSZY PRZESPAŁ CAŁĄ NOOOOOCCCCCCCCCCCC.
Obudziłam
się rano, a raczej obudził mnie budzik o 6:20. A nie tak, jak to było
do tej pory, syn na cycka przed 6 rano. A było to 18 stycznia 2017 roku.
Nadal mam pokarm, mleko białe, nie wodę. Ilość się zmniejszyła.
A teraz powiem wam sekret.
Karmiłam syna Jedną Piersią.
To wszystko udało mi się bo słuchałam siebie i wsłuchałam się w swój instynkt.
Bo to ja jestem mamą Maksymiliana. Podjęłam świadomy wybór, decydując się na dziecko i od tego momentu, zawsze ważniejsze jest dobro mojego syna.
A KAŻDA MAMA WIE CO JEST NAJLEPSZE DLA SWOJEGO DZIECKA.
Nie babcia, ciocia, kuzynka, sąsiadka, a tym bardziej inna mama.
Dlatego mam radę dla wszystkich MAM.
Nie ważne czym karmicie swoje dziecko. Ważne, żebyście
uwieżyła w siebie, a zdziałasz wszystko.
:-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz